retro_mariusz_zaruski

Jeden dzień przy Morskim Oku

Jeden dzień przy Morskim Oku

Lat kilkanaście temu Tatry w zimie nie istniały jeszcze dla świata. Nie były nawet mitem, legendą, rozpłomieniającą swoją tajemniczością wyobraźnię ludzi żywszego temperamentu; nie były bajką, opowiadaną w półcieniu chaty góralskiej przy akompaniamencie zadymki grudniowej; nie były też rzeczą realną. Nie istniały po prostu. Uważano za rzecz zupełnie naturalną, że w grudniu – a niekiedy i wcześniej – Tatry pokrywają się śnieżną powłoką na długie sześć miesięcy i że iść w góry wtedy nie można. A jeśli nie można – to próżno rozmyślać nad tym, co się tam, pośród wierchów opancerzonych lodową i śnieżną zbroją, dzieje – w ogóle nawet, czy się dzieje cokolwiek.

retro_mariusz_zaruski

Myśli człowieka spadającego z dachu

Myśli człowieka spadającego z dachu

Tytuł niezupełnie ścisły. Spadałem bowiem nie z dachu, ale ze ściany, co prawda, nie ustępującej pod względem wysokości porządnej kamienicy, wszakże nie z dachu. Użyłem tego tytułu, ażeby dać możność również ludziom nie znającym gór, ocenić krótkie przeżycia człowieka, używającego tego dość niezwykłego sposobu lokomocji.

retro_mariusz_zaruski

Na nartach na Kozi Wierch (1907 r)

 

Na nartach na Kozi Wierch (1907 r)

[...]Dnia 2 kwietnia 1907 roku samowtór z J. Borkowskim wyruszyliśmy sankami z Zakopanego do Kuźnic — krańcowego punktu doliny, skąd zaczynają się niemal wszystkie wycieczki w góry. Dzień niewyraźnie się zapowiadał; po czubach regli sunęły chmury śniegowe, kryjąc w szarawej mgle cały świat górski. Lasy w tajemniczej zadumie śniły jeszcze sen swój zimowy i jęczały zda się pod ciężarem okiści. Z każdym niemal krokiem śnieg stawał się głębszy; w wąskiej drożynie pełnej wybojów i kopców trudno było poznać szosę kuźnicką — toteż jazda nasza bardziej była podobna do bujania łodzi na wzburzonym morzu, niż do jazdy sannej.