Summits of my life. A fine line

W 3 godziny na szczyt Matterhorn… albo w niecałe 5 godzin z Chamonix na „Dach Europy” i z powrotem. I do tego radośnie, w podskokach, po grani, po żlebach… to może być film tylko i wyłącznie o jednym gościu, nazywa się on Kiliam Jornet. Dla mnie to film z gatunku science fiction… Świetna muzyka i widoki francuskich Alp. Tylko dechy nie ma …ale też jest zajebiście!

Premiera: 2012
Czas trwania: 52 min
Uwagi: Kiliam zaczyna serię „Summits of my life” na Mt. Blanc ale zakończenie planuje na Mt.Evereście, także można oczekiwać kolejnych filmów. Oby na takim samym poziomie!

Mount St.Elias (2009)

Św. Eliasz to liczący prawie 5500m potwór… jednak zainteresowanie nim wzięło się głównie z racji tego, iż jest to najwyższa na świecie góra schodząca do poziomu morza (przykładowo przewyższenie Mt Everest – od szczytu do płaskowyżu to tylko ok.3500 m).

Nic więc dziwnego, że góra kusiła wizją zjazdu wiele ekip narciarzy i kilku snowboardzistów. Była też świadkiem wielu tragedii. W tym nakręconym z redbullowskim rozmachem (epicka muza, widoki ze śmigłowca etc) dokumencie oglądamy zmagania pary austriaków Axela Naglicha, Petera Ressmana oraz Amerykanina Johna Johnstona.

Zdjęcia kręcone w niesamowitej alaskańskiej scenerii zapierają dech, a ujęcia, jak choćby jedne z pierwszych gdy widzimy odpadającego ze ściany narciarza zapadają na długo w pamięci… Film robi wrażenie i choć jest długi to każdy miłośnik freeridu (tego kładącego większy nacisk na climbing niż chillout) będzie zadowolony.

Premiera: 2009
Czas trwania: 200 min