alaska snowboard

Alaska Larger Than Life – Tailgate Alaska Freeride Festival 2014

_DSC6655

„Wyprawa nie miała charakteru zdobywczego, eksploracyjnego czy udowadniającego nie wiadomo czego…zabieraliśmy się tam paczką, chcącą sobie dobrze pojeździć, zbratać z naturą, zrobić masę zdjęć oraz przybić piątki najlepszym wyjadaczom na świecie”   /Marcin

Ale jak zawsze wszystko co ma początek musi mieć i swój koniec…Na Alasce spędziliśmy 13 dni z czego 8 dni na Tailgate Alaska Freeride Festival w przełęczy Thompson Pass (855m n.p.m) w Chugach Mountains.

tomsplit

In the Mont Blanc massif (on the splitboards)

Grand Couloir (colloquially Rolling Stones Couloir, Couloir of Death) – couloir that needs to be traversed when climbing Mont Blanc in a normal way. It lies between the shelters Refuge de Tete Rousse and Refuge du Gouter. Its bad opinion comes from dangers caused by stones and rock blocks falling from the upper parts. They generally melt from the ice (owing to the sun), or are dropped accidentally by climbers who are above. The traverse is 50 meters in length, in the couloir there is a steel rope, which aim is to improve safety. However, it’s hung too high and many climbers abandon their thoughts about climbing it. Many accidents happened during the trials to overcome the couloir. It’s potentially one of the most dangerous places on a normal way that leads to Mont Blanc.

mont blank sss

W górę i w dół, czyli zjazd Wielkim Kuluarem Rolling Stones

Grand Couloir (potocznie Kuluar Rolling Stones, Żleb Śmierci) – żleb, który trzeba przetrawersować wchodząc na Mont Blanc drogą normalną. Położony jest on pomiędzy schroniskiem Refuge de Tete Rousse a Refuge du Gouter. Jego zła opinia bierze się z niebezpieczeństw powodowanych przez spadające z góry kamienie i bloki skalne. Najczęściej wytapiane są one z lodu przez słońce, bądź strącane przypadkowo przez znajdujących się powyżej wspinaczy. Długość trawersu wynosi około 50 metrów, w żlebie znajduje się stalowa lina, która ma na celu podniesienie bezpieczeństwa. Jest ona jednak powieszona zbyt wysoko i wielu wspinaczy rezygnuje z wpięcia się do niej. W trakcie pokonywania kuluaru zdarzało się wiele wypadków. Jest to potencjalnie jedno z najniebezpieczniejszych miejsc na drodze normalnej prowadzącej na Mont Blanc.  [źródło: Wikipedia]

krzyzne snowboard

Krzyżne do Doliny Pięciu Stawów 15.04.2013

 

krzyzne

W teorii

Przełęcz Krzyżne wydawać się może średnio atrakcyjnym celem na  freeridowy wypad; z mozolnym w lecie zejściem i dość przeciętnym zimowym zjazdem w kierunku Doliny Pańszczycy. Jednak gdy podchodzimy zimową, czy też wiosenną porą do schroniska w Dolinie Pięciu Stawów jest jedna linia, która od razu przykuwa oczy i jest nią Żleb pod Krzyżnem właśnie. Tą piękną linię wieńczy imponujące pole śnieżne, wszystkie pomniejsze żleby i żlebiki  zmierzają ku centralnemu, który opadając staje się coraz węższy i  bardziej stromy, co gwarantuje solidną dawkę emocji.

W przewodniku Karola Życzkowskiego i Józefa Wali „Narciarstwo Wysokogórskie…” o omawianym żlebie napisano: „Niemiły jest także charakter żlebu schodzącego z samego Krzyżnego. Ma on południową wystawę i śnieg znika tu wcześnie. Znalezienie momentu kiedy nie jest już lawiniasto, a warunki narciarskie są dobre jest dużą sztuką (…) o zjeździe w stronę Doliny Pięciu Stawów zimą mowy nie ma, a to ze względu na niesłychanie lawiniasty teren zbocza, podciętego ponadto w dole skałami”.

Ten żleb nie dawał spokoju w gronie SSS, zainteresował także Marcina Jaskółkę, z którym wybraliśmy się w te rejony na początku kwietnia 2013. Tydzień później korzystając ze sprzyjających warunków, postanowiliśmy spróbować.

W praniu…

zawrat snowboard

Przełęczą Zawrat 01-02.04.2013

 

Jak co roku w oczekiwaniu na wiosnę i korzystne warunki  na Tatrzańskich szlakach postanowiliśmy, że długo nie będziemy wyczekiwać.  Udało się namówić mi Arkeza na ten wyjazd, ruszyliśmy dokładnie 1-go kwietnia w prima aprilis, prognozy pogody nie były optymistyczne ale nasz upór „głód” i nadzieja na „okienko” spowodowała, że  zaryzykowaliśmy i zdecydowaliśmy jednak, że zaatakujemy Tatry.

 

Hińczowa „na skos” 21.05.2012

relacje12hinczowa2_trasa

Drugi raz w tym sezonie udało mi się zjechać Hińczową, znów było mega choć tym razem w innym towarzystwie (Monia, Motyl, Aro)… Pogoda także dopisała, jednak dużo gorsze warunki śniegowe spowodowały, że zjazd ten był całkiem inny od poprzedniego. Było za mało śniegu, żeby bezpiecznie zjechać klasycznie żlebem (na Wprost), a tym bardziej wariantem ’10.A’ więc zaproponowałem inną opcję, z wykorzystaniem żlebu, który opada od zachodniego krańca WGC. Żleb ten jest bardzo sympatyczny i w sumie powstała ciekawa alternatywa, niestety musieliśmy się wypiąć by dostać się do tego żlebu… być może w przypadku dużej ilość śniegu dało by radę zjechać tamtędy bez przepinki choć trzeba przyznać, że ekspozycja, w momencie gdy wyjeżdżamy zachodnim krańcem z Galerii (wspaniały widok na Mnicha) i trawersujemy łukiem w prawo do wlotu żlebu, naprawdę jest spora… Z powodu wrodzonego lenistwa, a dzięki uprzejmości Motyla (Snow 4 Life), który z nami był, publikuję Jego tekst.   [Arkez]

Ostatnimi czasy troszkę się rozbestwiłem jeżeli chodzi o przemierzanie (na desiwie) tatrzańskich szlaków. Spora w tym zasługa ekipy Summit Snowboard Squad  a szczególnie Ara i Arqueza, którzy naprawdę potrafią zmotywować. Po udanych zjazdach „Kanionem” (Granaty), Mnichowym Żlebem i tylko częściowo udanym Żabim Żlebem ( no dobra, bardziej nieudanym) w planach miałem Rysy. Plany jak to plany lubią się zmieniać.

W tym przypadku plany uległy zmianie po przybyciu do schronu i krótkiej rozmowie z Moniką (3MP) i Arquezem, którzy stwierdzili że z Rysami jeszcze zdążę a z Hińczową może być słabo. Po krótkiej acz intensywnej celebracji urodzin BNMO (Bliżej Nieznanego Mi Osobnika) idziemy w kimkę. Pobudka, szybki ogar i cała nasza czwórka (Monika, Aro, Arquez i ja) żwawo zmierza ku Wielkiemu Piargowi gdzie zaopatrzeni w raki i czekany ciśniemy dalej. Przy wejściu do pierwszego (od dołu) żlebu pojawia się pierwszy problem, czyli dość sporych rozmiarów szczelina. Pokonujemy ją jednak stosunkowo łatwo i spokojnie dochodzimy do Małego Kotła Mięguszowieckiego. W kotle trafiamy na sporych rozmiarów rynnę którą złazi mokry śnieg i która niestety dzieli dochodzący do MKM żleb na dwie wąskie części. Zjazd zapowiada się coraz słabiej, ale w dalszym ciągu jest możliwy. Po przekroczeniu rynny dochodzimy do wylotu żlebu którym planowaliśmy pierwotnie zjechać, czyli w wariancie „na wprost”. Niestety zastajemy spory wytop i opcja zjazdu „na wprost” definitywnie odpada. Wybieramy więc podejście alternatywne, gdzie natrafiamy na kolejny problem czyli pole lodowe, pod którym dość złowieszczo dudni sobie woda.

Hińczowa Na Wprost. 29.04.2012

Hińczowa Wprost do Morskiego Oka to wśród tatrzańskich pozatrasowych linii – zjazd legenda. Jego sława nie zrodziła się wyłącznie z trudności ocenianych na 5 w skali 6 stopniowej. O zjechaniu z tej ściany myśleliśmy od blisko dwóch lat. Najpierw było nieśmiałe przesyłanie sobie linków, czytanie opisów, oglądanie zdjęć, a w końcu letnia wyprawa na Cubrynę i rekonesans interesującego nas żlebu zakończony niezupełnym sukcesem (delikatnie mówiąc). Ostatnim aktem była desperacka akcja Bloodwyna, który sam z końcem maja 2011 po zmrożonym śniegu wdrapał się na Wielką Galerię i zsunął do Moka ale jak sam przyznał wyczyn ten ciężko nazwać zjazdem…
Przez kolejny rok myśl o Hińczowej nie dawała spokoju. No i wreszcie pod koniec, tak łaskawego dla skiturowców, freerajderów i innej maści śniegowych fetyszystów, sezonu 2012 nadarzyły się sprzyjające warunki i zapadła decyzja: robimy to!

relacje12hinczowa_trasa_sm

 

gruzja_nonstopwinter.pl

Georgia – Gudauri, Kazbegi III.2012

Gruzja Pathron Snowboards Trip

Gruzja to bez wątpienia kraj wart poznania i nie trzeba czytać reportaży Wojciecha Jagielskiego wystarczy sobie przypomnieć mit o Prometeuszu przykutym do skał Kaukazu, o słynnych toastach, o gościnności i o temperamencie gospodarzy. Czyż rejon świata, w którym już dawno na kamieniach ryto sentencje w stylu „Nie będzie bohaterem ten, kto myśli o konsekwencjach”, może być nieciekawy?

Geograficznie ten niewielki kraj ma prawie wszystko – od morskiego wybrzeża z palmami i gajami oliwnymi na zachodzie, aż po niekończące się pasma górskie. I tak jak sławne Batumi jest znanym nadmorskim kurortem, tak za zimową stolicę Gruzji bezsprzecznie należy uznać Gudauri. Ponieważ kąpiele wodne i leżenie plackiem na plaży nie są naszą najmocniejszą stroną, nie powinno nikogo dziwić, iż w ten drugi rejon skierowaliśmy swoje kroki, w składzie: Arkadiusz Chmiel, Kuba Hachlowski, Adam Blukacz i Arkadiusz Jopert.